Najwyższy szczyt Gór Stołowych, charakterystyczny Szczeliniec Wielki wznoszący się na wysokość 919 metrów nad poziom morza, to prawdziwa kwintesencja nazwy tego sudeckiego pasma. Płaski, rozległy i z ekstremalnie stromymi, praktycznie pionowymi zboczami najważniejszych części wierzchołka. Szczeliniec pozostawał właściwie niezdobyty (wyjątek stanowili wprawni wspinacze) aż do XIX stulecia. Wtedy to w litej skale wykuto blisko 700 schodów, powstało też schronisko. Normalne w takiej sytuacji jest, że o górze powstawały nieprawdopodobne historie. Jedną z najciekawszych opowiadała Filoména Hornhychová.

I tak dawno dawno temu na Szczelińcu - po czesku Hejszowinie - wznosiło się potężne, ponure zamczysko. Panował tam straszny okrutnik. Szlachetny z urodzenia, lecz z prawdziwą rycerskością miał tyle wspólnego, co ciężką i wspaniałą zbroję. Rozbójnik nie znał żadnej świętości, napadał i zabijał wszystkich kierowany kaprysami i żądzą złota.

Pewnej zimowej nocy, dokładnie w wigilię Bożego Narodzenia, do wrót zamku zapukał biedny i głodny pustelnik, desperacko szukając strawy i ciepłego schronienia. Gdy ujrzał go hejszowiński rycerz, tylko wyśmiał nieszczęśnika. Na błagalne prośby o okazanie litości w taki szczególny dzień odparł, iż on świętuje zgodnie z zasadą “Hulaj dusza, piekła nie ma!” i pijąc zdrowie samego diabła. Gdy pan zamku na Szczelińcu wychylił kielich najlepszego wina w takim właśnie toaście, niebo przeszył straszliwy grom, zaś góra zatrzęsła się w posadach. Przerażeni chłopi z okolicznych wiosek odważyli się wyściubić nosy z chałup dopiero w południe. Spoglądając na Szczeliniec ujrzeli, iż straszny zamek zniknął, zapadł się pod ziemię.

Co wcale nie znaczy, że mieszkańcy zamku zniknęli z kart historii. Wiele lat później, kiedy już nikt nie pamiętał o plugawym rycerzu, z przeklętego więzienia pod skałami wyszła jego córka, hejszowińska księżniczka. Dziewczyna nie mogła z niego uciec na zawsze, potrzebowała wybawiciela. Wymykała się wieczorami na wiejskie tańce z nadzieją, że znajdzie odważnego który zdejmie z niej czar.

Któregoś razu znalazł się chłopak, który zaoferował jej odprowadzenie pod dom - nie wiedząc nawet gdzie to jest. Księżniczka powątpiewała w dzielność młodziana, lecz ten gorąco zapewnił ją iż niczego się nie lęka. W dziewczynie zatliła się iskierka nadziei, powiedziała więc adoratorowi całą prawdę. Jeśli naprawdę chce z nią iść, będzie musiał stawić czoła ziejącemu ogniem smokowi i odebrać gadowi klucz - klucz do wolności księżniczki.

Chłopiec zgodził się na wszystko i obiecał ją uwolnić, lecz im dalej szli razem, tym większe przerażenie ogarniało prostego, dobrodusznego wieśniaka. Kiedy para doszła do wodospadu na potoku Pošny, znad Szczelińca nadleciał smok. Zdjęty przerażeniem, niepomny słów własnej przysięgi niedoszły wybawiciel odwrócił się na pięcie i pobiegł co sił w nogach do swojej chałupy, pozostawiając płaczącą księżniczkę samotną w jej nieszczęsnym losie.

Od tamtej pory piękna pani szyje wyjątkową koszulę. Wykonuje jeden ścieg raz na rok, zawsze w święta Bożego Narodzenia. Przepowiednia głosi, iż w momencie gdy hejszowińska księżniczka ukończy swoje dzieło, wtedy nieodwołalnie nastąpi koniec świata. Podobno ostatni, który widział ją i wspomnianą koszulę twierdził, że do końca brakuje już jedynie ostatniego rękawa.

Zawsze jest nadzieja - wystarczy pokonać smoka i uwolnić księżniczkę, by ocalić świat przed ostateczną zagładą. Prościzna (komputerowi gracze robią to średnio więcej jak trzy razy w tygodniu), ale czasu coraz mniej, a śmiałków na horyzoncie nie widać…

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij