O wyścigu do Wambierzyc po ocalenie duszy

Dzieje wambierzyckiej bazyliki Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny sięgają XIII stulecia. Świątynię wzniesiono w miejscu, w którym pierwotnie stała mała drewniana kapliczka, z maryjną figurką. Jak głosi wiele podań, ten łaskami słynący posążek naprawdę ma moc czynienia cudów. Podobno Jan z Ratna miał dzięki niej odzyskać wzrok, co ostatecznie zdecydowało o zbudowaniu kościoła w tym konkretnym miejscu. Z kolei niejaki Zenker dzięki miłosierdziu Maryi uratował swoją duszę, mimo że zawiązał już pakt z czartem.

Nasz bohater był zwykłym, nieszczęśliwym mieszkańcem Słupca - dzisiejszej dzielnicy Nowej Rudy. Jeśli Zenker naprawdę wyróżniał się czymś z tłumu pospólstwa, była to iście niepospolita bieda i samotność. Jego ziomkowie i sąsiedzi mawiali, iż to słuszna kara za bezbożność. Zenker doskonale wiedział jak go obmawiają za plecami, nie dawał jednak tego po sobie poznać. W końcu jednak miarka się przebrała i zdesperowany chłop wybrał się na pobliską Wilczą Górę. Tam, jak szeptali strwożeni miejscowi, grasował cały piekielny pomiot zwodzący prawe dusze na drogę grzechu.

Kiedy Zenker dotarł na szczyt, zaczął przeklinać cały świat i wzywać wszystkie diabły, by zechciały go wysłuchać. Nie musiał długo czekać. Czart pojawił się w ćwierć pacierza, gotów złożyć kuszącą propozycję. Cierpliwie wysłuchał litanii skarg chłopa: na sąsiadów, na pana na włościach, na niby dobrego i miłosiernego Boga… na wszystkich, którzy mu nie pomagali w jego niedoli. Biesa uradowały takie słowa i przymilnym tonem spytał Zenkera, jak taki skromny sługa ciemności mógłby mu ulżyć.

Wtedy Zenker sam ofiarował swoją nieśmiertelną duszę. W zamian chciał tylko tysiąca dukatów i pięciu lat życia w dostatku. Zły duch oczywiście się zgodził. Konieczne jednak było, aby śmiertelnik miał szansę uniknąć strasznego losu. Diabeł szyderczo zaproponował, że po tych pięciu latach da Zenkerowi równo godzinę na dotarcie ze Słupca do wambierzyckiego sanktuarium - wyłącznie o własnych siłach. Jeśli tego nie dokona, jego dusza będzie skazana na wieczne potępienie. Chłop zgodził się i podpisał stosowny cyrograf własną krwią.

Zadowolony czort zniknął we mgle, a tam gdzie stał, pojawił się mieszek wypełniony po brzegi złotymi monetami. Zenker zabrał pieniądze i zaczął nowe, wystawne życie. Chętnie korzystał z jego uciech i nowych możliwości, jednak czas zapłaty zbliżał się nieuchronnie. Rad nierad, udał się na umówione miejsce, w którym czekał już czort. Zenkera ogarnęła panika, przestraszył się, że absolutnie nie da rady ocalić swojej duszy. Trzeba wspomnieć, iż odległość ze Słupca do Wambierzyc to w linii prostej jakieś 10 kilometrów przez górzyste tereny… A jak trwoga, to do Boga.

Zenker przypomniał sobie o cudownej rzeźbie Marii, przechowywanej w wambierzyckim kościele. Począł przysięgać na wszystkie znane sobie świętości, że jeżeli tylko uda mu się dotrzeć cało i o czasie do celu, to zacznie sumiennie przestrzegać wszystkich przykazań, stanie się dobrym, uczynnym człowiekiem, a to co mu zostało z 1000 dukatów w całości przeznaczy na piękny wystrój kościoła.

I w tym momencie słynąca łaskami figura uniosła się lekko, a Zenker poczuł niespodziewany przypływ nowych sił. Kiedy do końca godziny pozostawały już tylko sekundy, chłop wkroczył na schody świątyni. A tutaj już diabeł nie mógł dosięgnąć - wściekły czort podarł cyrograf i rzucił pergamin pod nogi swojej niedoszłej ofiary. A Zenker żył jeszcze długo i bogobojnie, czyniąc wiele dobra dla innych ludzi oraz wambierzyckiego sanktuarium.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij